W tym, jakże sprzyjającym - wydawałoby się - okresie pięściarskiej kariery Kuleją - przyszło mu przeżyć pierwsze rozczarowanie. Jego charakter, hart ducha i ambicja poddane zostały trudnej próbie. A jednak wyszedł z niej zwycięsko.
„Sława rozpieszcza. W najmniej spodziewanym momencie, kiedy uwierzyłem już, że stać mnie na wiele, Medy obok rutyny, doświadczenia i sporej już wiedzy teoretycznej ^pojawiła się w mej psychice pewna doza nonszalancji, lekceważenia; przeciwnika, otrzymałem bolesną nauczkę. Na krajowych ringach wyrósł mi nieoczekiwanie groźny rywal ; Marian Kasprzyk. W 1960 roku wyeliminował mnie z kadry, w rok później, mimo zdobycia przeze mnie tytułu mistrza Polski - zajął miejsce w reprezentacji na belgradzkie mistrzostwa Europy. Długo nie mogłem się z tym pogodzić. Rozgoryczony, szukający wytłumaczenia tej decyzji w wyimaginowanych kombinacjach działaczy, odsunąłem się na pewien czas od boksu. Czułem żal niemal do wszystkich. Ale czy mogłem żyć bez boksu? Znowu zaciągnąłem sznurowadła rękawic, stanąłem między linami ringu. Pragnąłem za wszelką cenę udowodnić, że to właśnie ja jestem najlepszym bokserem w tej kategorii wagowej, że mnie należy się miejsce na najwyższym podium. Kaedyś moje postępowanie określałem w kategoriach li tylko sportowego rewanżu. Dziś wiem, że była to. znakomita, jakże potrzebna lekcja życia. Pozwoliła mi odnaleźć we właściwym wymiarze siebie, nauczyła szacunku dla przeciwnika."
| |
|