Chciał być przed nimi
Chciał być przed nimi, ba, wierzył, że to jest możliwe. Ostatecznie był dopiero siódmy. Wszyscy podchodzili, gratulowali, a on, niepocieszony, nie mógł się pogodzić z rzeczywistością. Wyrównał rekord Antoniego Sobika, który też kiedyś był w mistrzostwach świata siódmy, a mimo to w podświadomości pozostało przekonanie, że zawiódł. Kapitał doświadczenia, zdobyty w turnieju indywidualnym, przyniósł procenty nieoczekiwanie szybko. W walce decydującej o brązowym medalu polskiej drużyny Pawłowski pokonał Francuza Levavaseura. Po raz pierwszy w swej karierze sportowej decydował o losie drużyny. W 21 roku życia zdał egzamin sportowej dojrzałości. Wrócił do> żmudnej, intensywnej pracy, a Kevey powtarzał stale to samo: „Musisz być mistrzem". Pawłowski mu wierzył i zgłębiał tajniki szermierczej wiedzy. Jego ręka trafiała coraz częściej, zdobywał wciąż nowe doświadczenia. Przyszły kolejne mistrzostwa świata, tym razem w Luksemburgu. Coraz głośniej zaczęto wymieniać go jako faworyta. Pawłowski był jednak teraz ostrożniejszy. Ostatnia walka luksemburskiego finału. Decydująca o zdobyciu brązowego medalu. Naprzeciw młodego Polaka Węgier Berczelly. W kapitalnej walce Pawłowski prowadził 4:0. Pewny siebie, przekonany o łatwym zwycięstwie, osłabił przez chwilę czujność i został trafiony. Ostatecznie wygrał 5:1, ale ten jeden błąd drogo go kosztował. Berczelly, mając taką samą ilość zwycięstw co Pawłowski, był o jedno trafienie lepszy i jemu przypadło trzecie miejsce. To przykre, wygrać 5:1, a mimo to zostać pokonanym.
| |