Najtrudniej było z mamą
Najtrudniej było z mamą. Ojciec machnął ostatecznie na to ręką, ale pani Szurkowska przez wiele lat twierdziła, że kolarstwo nie wyjdzie synowi na dobre. Rysiek był raczej wątły i każdy wysiłek kosztował go wiele sił. Nie marzył wówczas o laurach Staszka Królaka. Chciał po prostu wygrywać, pragnął potwierdzić swą wartość w męskiej walce nastolatków na szosie. Jak tu jednak zdobyć upragniony rower? Gdy wspomniał o kupnie, przypomniano mu rychło o obowiązkach domowych. W końcu dopiął swego. Został wiejskim listonoszem, a za pierwsze dwie pensje kupił wymarzonego „Favo-rita". Rower pochłonął go bez reszty. Z bratem Czesławem, który wsiadał na motocykl, ścigali się na szosie, wzbudzając zainteresowanie i podziw wśród wiejskich rówieśników. Zdobywał kondycję, przyzwyczajał mięśnie do wysiłku. Jazda sprawiała mu ogromną przyjemność, prawdziwą satysfakcję. Cichaczem podpisał deklarację do sekcji kolarskiej LZS w Miliczu, oddalonym o kilkanaście kilometrów od rodzinnego Swiebodowa, ale niedługo jeździł w jej barwach. W 1965 roku otrzymał powołanie do wojska. Może do „Legii".? Nie - tak wysokie progi nie mieściły się ani w aspiracjach Szurkowskiego, ani w opiniach kolarskich ekspertów. Rysiek wylądował na kielecczyźnie i nawet przez moment nie skorzystał z ulgowej taryfy przysługującej czasem sportowcom w mundurach.
| |