Nie przyjąłem go, czułem się jak szlachetnie potraktowany winowajca. Przecież chciałem Wrzesińskiego, starego wygę i mistrza sprintów, widzieć w pokonanym polu. Na szczęście chyba nie domyślał się tego. Był kapitanem zespołu i spełniał, w swoim mniemaniu, tylko powinność. W międzyczasie nadjechał wóz techniczny i podano mi nowy rower. Na stadion wjechaliśmy więc razem, trzymając się za ręce. Dziś zapewne widok taki trąciłby teatralną manierą, ale wtedy, zapewniam, nie było w tym ani odrobiny sztucznej pozy.
•Tak oto pobrałem jeszcze jedną naukę: solidarności i koleżeństwa. Nazajutrz zaś omal nie odniosłem wielkiego sukcesu wygrywając z Veselym. Po tym etapie sprawozdawcy pisali o wielkim pechu i defektach roweru... Wnioski z tego wyciągnąłem dopiero w rok później, na trzecim z kolei dla mnie, niezwykle pamiętnym, Wyścigu dookoła Warmii i Mazur."
Dwie wielkie imprezy kolarskie fascynowały kibiców w 1953 roku: VI Wyścig Pokoju i Tour de Pologne. Stanisław
Królak brał w obu udział, odnosząc sukcesy. Przede wszystkim jednak wrył mu się głęboko w pamięć Wyścig dookoła Warmii i Mazur.
narty austria | |
|