Raz po raz
Raz po raz z długiej kolejki odrywały się sylwetki chłopców próbujących długim'rzutem trafić trenera. Przyszła w końcu kolej na młodego przybysza. Z gwałtownie bijącym sercem wykonał niemrawo jakiś ruch, ale lecącego w powietrzu kija nie dosięgnął. - Jeszcze raz! - nakazał trener. Chłopiec zacisnął zęby, opanował gwałtownie pragnienie natychmiastowej ucieczki z sali pełnej nieznanych ludzi i powtórzył to, co mu się przedtem nie udało. - Bardzo dobrze! - krzyknął tym razem z uznaniem siwy mężczyzna. To przesądziło, że został. I w tym momencie zaczęła się wielka kariera sportowa Jerzego Pawłowskiego. Dziś nie jest już w stanie sam dokładnie określić, kto pierwszy namówił go do tego, żeby wstąpił do sali szermierczej. Sport kochał od dziecka. Kopał piłkę na placach Grochowa, skakał w dal, nawet o tyczce, aż pewnego dnia przypadek pomógł mu w uzyskaniu starej, zardzewiałej szabli. Matka kazała wyko^ pać na podwórku dół na śmieci. Jurek w pewnym momencie wyczuł pod łopatą stal. Rozczytany w „Potopie", zakochany po uszy w bohaterach sienkiewiczowskich, przechowywał szablę niczym relikwię, oczyścił ją, aż w końcu pokazał rówieśnikom. Odtąd był najszczęśliwszym dzieckiem Grochowa. Mógł w zabawie na szable występować z prawdziwą bronią. I co najważniejsze - był w tym niezrównany, pokonywał każdego.
| |