Znów zwycięstwo 5:1. Medal coraz bliżej, dwa zwycięstwa w finale złożonym z sześciu zawodników, to dużo. Następny przeciwnik to Rakita. Dramatyczny do ostatniego trafienia pojedynek. 4 :4 i wreszcie piąte zadane przez Polaka. Brąz był już pewny, ale on w tym momencie myślał tylko o złocie. Po trzech zwycięstwach przyszła jednak porażka z węgierskim olbrzymem, Tiborem Pezsą, z którym wygrywał wcześniej dziesiątki razy. Był pewny, że i tym razem nie będzie inaczej, a jednak... Być może zbyt pewny.
Pozostał jeszcze włoski jedynak w meksykańskim finale
- Rigoli. Tylko pod warunkiem zwycięstwa nad Włochem mógł liczyć na barażową walkę z Rakitą o -najwyższe trofeum. Zaszył się w kącie sali, uciekł od wrzasków i dopingu, chciał w tym momencie być sam. Ale już wzywał go spiker. Jak lunatyk natarł na Włocha, ani przez sekundę nie dał mu odpocząć, atakował bez wytchnienia i wygrał. Koniec przewidzianych programem walk, a zwycięzcy nie było. Roz4 strzygnąć miał dodatkowy pojedynek Powłowski - Rakita.
Co się w tym momencie działo w umyśle Jurka? Myśli przelatywały jedna za drugą: „Tego nie wolno zmarnować, takiej szansy już nigdy w życiu nie będzie. Musi wygrać! Za wszelką cenę! Choćby potem miał zakończyć raz na zawsze karierę."
| |
|